Odzyskiwanie własności  budynków mieszkalnych przez prywatnych właścicieli rozpoczęte w Warszawie w drugiej połowie lat 90-tych pod hasłem „świętej własności prywatnej” (choć żaden święty jej nie patronował) bardzo szybko przerodziło się w „złodziejską prywatyzację” której ofiarami stali się mieszkańcy tych budynków rugowani z nich przez rzekomych byłych właścicieli lub wynajętych przez nich „czyścicieli kamienic”, przy użyciu metod niezgodnych z prawem.

Odzyskiwanie własności budynków mieszkalnych przez prywatnych właścicieli rozpoczęte w Warszawie w drugiej połowie lat 90-tych pod hasłem „świętej własności prywatnej”, (choć żaden święty jej nie patronował) bardzo szybko przerodziło się w „złodziejską prywatyzację”, której ofiarami stali się mieszkańcy tych budynków rugowani z nich przez rzekomych byłych właścicieli lub wynajętych przez nich „czyścicieli kamienic”, przy użyciu metod niezgodnych z prawem.

W panującej doktrynie neoliberalnej, gdzie liczy się jedynie własna „zaradność” granicząca z cwaniactwem, ucierpieli przede wszystkim ci lokatorzy, którzy nie orientowali się w prawie, nie mieli odpowiednich znajomości lub nie stać ich było na profesjonalne porady prawne. Członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej starali się, na miarę swoich możliwości pomagać ludziom, którym groziła eksmisja, organizując pomoc prawną i zastępstwo w kontaktach z urzędami.  W wielu przypadkach te pozbawione rozgłosu działania przyniosły dobre rezultaty, lepsze niż głośne, lecz pozbawione podstaw prawnych blokady eksmisji.  Szczególnie aktywne było wówczas koło PPS na Żoliborzu przy dużym zaangażowaniu rodziny Bachusów oraz ówczesnej radnej Małgorzaty Antoszewskiej.

 

Doświadczenia z tamtego okresu pomogły w niedawnej akcji pomocy kobiecie, która stała się ofiarą bezduszności urzędniczej, szarej strefy rynku nieruchomości, nieznajomości prawa i własnej bezradności i została eksmitowana z mieszkania komunalnego, w którym zamieszkiwała od 20 lat. Jest osobą pracującą i płaciła regularnie czynsz pod własnym nazwiskiem. Ze względu na sytuację rodzinna nie była w tym mieszkaniu zameldowana. Zarówno urzędnicy jak i komornik nie uwzględnili jej oczywistych praw nabytych, z których nie zdawała sobie uprzednio sprawy. Eksmisja nastąpiła nie do lokalu socjalnego, lecz do noclegowni, w której obowiązywała zasada, co tygodniowego odnawiania prawa pobytu.

Dzięki wielkiemu poświęceniu i tytanicznej pracy członkom Kola PPS Mokotów udało się znaleźć i załatwić przydział lokalu zastępczego w sąsiedniej dzielnicy.

Kontakt z radnymi i urzędnikami dzielnicy właściwej dla tej kobiety nie dał rezultatu i unaocznił działanie szarej strefy rynku nieruchomości. W całej akcji, a szczególnie w sprawach logistycznych pomoc okazali również członkowie koła PPS Żolibórz.

Pokazali, że być socjalistą oznacza nie tylko wyznawać wartości socjalistyczne, ale także poświęcać swój czas i energię najbardziej potrzebującym.

Wielka chwała i podziękowania im za to.

 

 

Mirosław Nizielski

  Jesteśmy na FB i YouTube                ,                                      Profil OKW na FB