Warszawa 1 Maja 2018

Wydawałoby  się, że  spółdzielczość  mieszkaniowa jak i małe wspólnoty mieszkaniowe znikną  z  polskiego  rynku  mieszkaniowego po  roku  2000   zgodnie  z  polityką  ówczesnej  koalicji.  Okazało  się,  że  historia  najpierw rozprawiła się  z  AWS  i  jego  wodzem  oraz  usłużnym premierem.

Spółdzielnie  ostały  się  bo  jest to  sprawdzona  forma  własności  ludzi  pracy w  wielu krajach UE.   Niestety  następna  nowelizacja  prawa  o spółdzielniach mieszkaniowych z  2007  roku  spowodowała  sporo strat  własnościowych.  Ale  ten  potencjalny wróg  dla branży developerskiej jakoś  się  utrzymał mimo  nagłośnianych  przez  prawicę  afer  jak  w  jednej  dużej  spółdzielni mieszkaniowej zadłużonej na  ponad 50 milionów  przez  skorumpowany zarząd.  Ale  od  roku transmisje  z posiedzeń komisji do spraw  warszawskiej reprywatyzacji przypominają pokoleniu narodzonemu  już  po wojnie opowieści  ich rodziców  czym było przez wiele pokoleń mieć do  czynienia z  kamienicznikami. Nie  trzeba  było  niczego  lepszego,  żeby  spółdzielcy  cieplej  pomyśleli  o  zaletach  spółdzielń  mieszkaniowych czy  wspólnot  z  ich   stabilnymi  czynszami.

Ale branża deweloperska postanowiła wycofać się z  darmowej prezentacji  na  ekranach i  już od  pewnego czasu  rzucała się  na dalekie tereny poza granicami przedwojennej Warszawy. Takie  wieści  dochodziły  z  Ursynowa,  Bemowa, Ursusa, Białołęki.  Lewobrzeżna  część  dzielnic  na  skraju przedwojennych  granic stolicy  mimo klęski  radnych  lewicy  żyła  do  niedawna  w  spokoju. Aż  tu  nagle  niedawno  artykuły  z  kilku gazet  lokalnych na  Bielanach  postawiły  ludzi  na  nogi. Mówią  one  o  Wawrzyszewie  płotem podzielonym co  skutkuje  zabraniem sporego  kawałka  zieleni  parkowej  mieszkańcom  okolicznych  wieżowców  z  Warszawskiej  Spółdzielni  Mieszkaniowej.  W  dodatku  wystawienie  na  zagrodzonym terenie  w „pasie  przewietrzania miasta”  budynków o wysokości  przewyższającej drzewa  jest tematem  żartów z  architektów miejskich co to nie  czytają w  gazetach o  uporczywej  walce  ze  smogiem. Ciekawy pomysł  naszego  towarzysza  podany  na  burzliwym zebraniu mieszkańców władzom  tej  spółdzielni to  będzie  prawdziwy sprawdzian  przewagi  logiki  nad  durnym  biznesem. Podobnie dzieje  się  pasażem na  Conrada  na Chomiczówce  do  likwidacji  razem  z  apteką  i  ośrodkiem zdrowia  utworzonymi  od  35 lat  po  nacisku  na  ówczesne  władze.  Działa  on  nie  tylko  dla  spółdzielców  z  Chomiczówki  ale  też  dla  wielu  nowych  wspólnot mieszkaniowych. A  przecież niedawno wzburzyła  to  wielkie  skupisko  ludzi  likwidacja  w  szpitalu bielańskim  chirurgii dziecięcej.  Na  dodatek  oliwy do ognia dolało zlikwidowanie  jedynej całodobowej apteki przy ulicy Żeromskiego.  Apteka  ta służyła przez  dziesięciolecia blisko 300  tysiącom mieszkańców Bielan,  Żoliborza i  okolicznych miejscowości rozciągających  się  po  skraj  Puszczy  Kampinoskiej.  Komentarze w  autobusach  nie cichną gdy widać olbrzymie tempo likwidacji pawilonów przy ulicy Żeromskiego jak  opinia głosi byleby zdążyć przed  zmianą radnych.  Apteka  całodobowa  na  Żeromskiego też  była w innym  niskim pawilonie – więc  komentarze  mówią, że będziemy gdzieś  za lekarstwami  w nagłej potrzebie  jeździć  już  na  zawsze  na  Górczewską  na dalekiej  Woli. Stąd  tytuł  kojarzący  zdrowie  na  Bielanach  z  dzikim  zachodem nikogo  już  nie  dziwił .  Żart  typu  panie  Macierewicz  wróć  na swoje  Bielany  i  przywróć  nam  też  twoją  aptekę  najlepiej oddaje  nastroje frustracji w  tej  spółdzielczej dzielnicy.  Neokapitalistyczna  gospodarka  pokazała  brak wrażliwości  społecznej.  Ludzie  widzą,  że  władze  mają od  lat  spore  puste  działki  budowlane  przy stacji metra  Słodowiec  i  po  drugiej  stronie  ulicy  Marymonckiej.  To  cudowne  miejsca  na  „Szklane  domy”  wyśnione  przez  barda  PPS  Stefana  Żeromskiego akurat  przy  ulicy  jego  imienia.  Dodatkowo  powinny  one  powstać  z   jego pomnikiem  za  wizję  socjalizmu jako  sprawiedliwszego ustroju.  Jak  widać  jest  wiele  spraw  do  posprzątania  przed  nowymi  radnymi  z  Bielan  i  ich  odpowiednikami  w  Radzie Warszawy. Byleby  to  byli niezłomni lewicowi  mieszkańcy  spółdzielń mieszkaniowych  jak  ich  poprzednicy  z  przedwojennej  bielańskiej  spółdzielni  „Zdobycz  Robotnicza”..  Może  zdarzy  się  socjalistyczny cud  spółdzielczy jak  to  miało miejsce  paręnaście  lat  temu  na  Żoliborzu, gdy  wspólny front  lewicowej  inteligencji pracującej zblokował  zamianę  przychodni  na  Szajnochy na  super  bank. 

 

 Ryszard Dzieniszewski

  Jesteśmy na FB i YouTube