Odsłonięcie pomnika Ignacego Daszyńskiego 11.11.2018

Partia wojny to groźne zjawisko. To głównie stan umysłu, który rozprzestrzenia się we współczesnym świecie, często jako wspólnota emocjonalna obrony przed zagrożeniami, wrogami realnymi lub wyimaginowanymi, zjawiskami, które można przypisać „obcym” lub konkretnym ludziom, układom, państwom czy porozumieniom międzynarodowym. To stan, który dotyczy nie tylko jednostek, ale całych grup społecznych, również państw. Dotyczy to również Polski. 

Jeśli uczestnikami „partii wojny” jest grupa kiboli, która chce dać po mordzie kolegom z sąsiedniego klubu piłkarskiego, to w zasadzie nie ma to znaczenia. Groźnie zaczyna wyglądać to zjawisko, jeśli przekracza ten stan granice miasta, województwa, czy kraju, a jeszcze groźniej, gdy nabiera charakteru polityki państwowej.

Szczególne znaczenie mają tutaj teoretyczne założenia, ale również praktyka działania wielu państw, które zakładają od ponad 30 lat, w myśl wskazań doktryny neoliberalnej, że wszystko jest towarem, wszystko daje się kupić, sprzedać, na wszystkim można zarobić. Od wieków wiadomo, że najlepiej zarabia się na sprzedaży broni i na wojnie. O ile wcześniej proceder wojenny nie cieszył się dobrą sławą i był potępiany ze względów moralnych, choćby przez kościoły różnych wyznań, o tyle współcześnie neoliberalny nakaz konkurencji i zysku dopuszcza również moralne przyzwolenie dla walki, zabijania i wojny. Dziś wielkie mocarstwa, aby mieć czyste oblicze i moralne prawo głoszenia pokoju tworzą prywatne armie, które walcząc, nie ponoszą odpowiedzialności za śmierć i zniszczenia całych obszarów globu.

Mimo upływu prawie 30 lat, świat nie otrząsnął się po okresie „zimnej wojny”. Wyrosło już następne pokolenie naśladowców tych, którzy po II wojnie światowej marzyli o zniszczeniu przeciwnika w skali globalnej, również lokalnej i krajowej. Mimo, że pokolenie „zimnej wojny” odeszło w niesławie, to świat po 1989 roku nie znalazł się na torach prowadzących do porozumienia i pojednania. Akt Końcowy KBWE z 1974 roku funkcjonował i funkcjonuje nadal, ale w ograniczonym zakresie. Inne porozumienia międzynarodowe są honorowane wybiórczo lub zrywane. Pokój jako wartość nadrzędna stał się dobrem coraz mniej oczekiwanym. Do wojny spieszy się dziś niektórym politykom, niektórym generałom i naiwnej, oszukiwanej młodzieży, która szuka przygody wierząc, że wojna to gra komputerowa, w której każdy może kupić sobie nowe życie.
Przykre jest to, że w nurcie tym znalazła się również Polska. Od kilkunastu lat, kiedy posmakowaliśmy pustynnego życia w Iraku i Afganistanie, co nie przyniosło, jak wiadomo, nic pozytywnego dla narodu i państwa, dalej brniemy w propagandę wojenną, opinia publiczna jest zmanipulowana poprzez wydumane, nierzeczywiste niebezpieczeństwa. Trwa poszukiwanie na siłę wroga i przygotowywanie teatru wojennego. Celował w tym szczególnie poprzedni minister obrony, któremu nie udało się co prawda wywołać żadnej wojny ani nawet zmienić nazwy ministerstwa na ministerstwo wojny, ale Akademię Sztuki Wojennej powołał.

Wojna, jak wiadomo, jest narzędziem polityki. Polityka Polski w dziedzinie bezpieczeństwa jest w opłakanym stanie. Brak jest jasnej, sformułowanej w ramach konsensusu, definicji interesu narodowego, następuje samoograniczenie państwa w kreowaniu polityki bezpieczeństwa w regionie i przenoszenie odpowiedzialności za nie na sojuszników i partnerów z NATO. Mamy do czynienia z polityką kreowania sztucznych zagrożeń. Widać wyraźnie, że kolejne postsolidarnościowe ekipy, nie mając wyobraźni i wiedzy brną w mitologię historyczną. Następuje degeneracja polskiej, państwowej myśli politycznej. Widać wyraźny brak jej styku z rzeczywistością.

Problem wojny i pokoju nie dotyczy wyłącznie konkurujących ze sobą państw, ma on również współcześnie wymiar klasowy. Ostatnio premier Morawiecki stwierdził w imieniu polskiej prawicy, którą reprezentuje, że podziwia tych europejskich przywódców, którzy po thatcherowsku są w stanie przekonać świat pracy, że lepiej już nie będzie i „obniżyć poziom oczekiwań” pracowników – bo to kapitałowi ma być coraz lepiej, a nie im. Następnym krokiem jest tylko wojna. 

Morawiecki myśli dokładnie tak samo, jak myślała europejska elita i burżuazja przed wybuchem I Wojny Światowej.

Polska Partia Socjalistyczna była i jest przeciw wojnie i polityce wojennej. Ma w swym dorobku w ciągu ponad 125 lat udział w wyzwalaniu kraju, wielkie bohaterstwo i myśl polityczną w czasie wojen obronnych w XX wieku. Krytycznie podchodzi jednak dziś do tego obszaru polityki, który jest efektem działań „partii wojny”. PPS uważa, że cała lewica polska powinna stanąć po stronie kreowania wartości pokojowych, realizowania polityki wychowania dla pokoju.

Polskie inicjatywy pokojowe w połowie XX wieku czyniły świat lepszym. Trzeba wrócić do tej polityki –  zagłada nie jest alternatywą dla rozwoju.

Nie dajmy się zmanipulować przez „partię wojny”, która jest nad wyraz aktywna w Polsce.

 


Andrzej Ziemski

  Jesteśmy na FB i YouTube                ,                                      Profil OKW na FB