W ostatnim ćwierćwieczu słowo socjalizm bardzo rzadko przechodzi przez usta większości ludzi obozu władzy w Polsce. Jeśli już pojawiało się publicznie, to w kontekście krytyki, żartów i kpin. W wielu krajach Europy sytuacja wygląda jednak inaczej. Socjaliści w Parlamencie Europejskim mają na przykład swoje poczesne miejsce i znaczące wpływy. W Polsce zarówno liberałowie, jak i konserwatyści mają do niego stosunek co najmniej oziębły. Przeciętny obywatel karmiony codzienną papką przekazów medialnych nie zagłębia się w ten problem i przyjmuje, że władza ma rację. Choć można odnieść wrażenie, że niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia oraz myśląca młodzież ma na ten temat swoje zdanie. Świadczą o tym rokroczne ankiety z pytaniem na temat poparcia dla potrzeby ogłoszenia stanu wojennego z 1981 roku, w których utrzymuje się ono od lat na poziomie niewiele poniżej 50 proc., co pośrednio odzwierciedla stosunek do Polski Ludowej.

Trzeba zwrócić uwagę, że karierę publiczną w mediach, również społecznościowych w Internecie, zrobiło na tym tle w ostatnich latach określenie „lewactwo”. Wywodzi się ono zapewne z bogatych zasobów językowych braci Kaczyńskich. Do tego zestawu zaliczyć można też takie określenia, jak: „za komuny”, „PRL”, „zdradzieckie mordy”, „spiepszaj dziadu”, „łże-elity” i wiele innych.

W ostatnich dniach, co zostało zauważone, premier Mateusz Morawiecki podczas wiecu w Siemianowicach Śląskich wypowiedział się na temat socjalizmu i wartości socjalistycznych, i jak można było usłyszeć i zrozumieć, wcale nie krytycznie.

Doszło wyraźnie do próby zmiany narracji dotyczącej poważnego fragmentu polskiej historii przez najważniejszego przedstawiciela obozu rządzącego poprzez stwierdzenie, że tradycja PPS mieści się w jego szerokim kanonie programowym. Premier podkreślił znaczenie takich wartości Polskiej Partii Socjalistycznej jak wrażliwość społeczna i dążenie do sprawiedliwości społecznej. Przypomniał o Solidarności i jej robotniczym nurcie, który czerpał swe wartości z filozofii PPS. Nawiązał też pośrednio do zarzucania PiS przez skrajnie konserwatywne środowiska jego polityki socjalnej.

Czy sytuacja ta wywodzi się z przesłanek czysto politycznych w związku z wyborami, czy też ma głębszy charakter oparty o przesłanki ideowe, przekonać się będzie można jesienią, już po wyborach. Dziś jest to pojedynczy incydent słowny, który być może zwiastuje nowe patrzenie na dość jednoznaczną politykę historyczną realizowaną przez między innymi IPN.

Socjaliści polscy w okresie całej transformacji, a szczególnie w ostatnich latach, wielokrotnie napominali kolejne ekipy władzy o lekceważenie w polityce państwa konstytucyjnego zapisu dotyczącego sprawiedliwości społecznej. Doszło do sytuacji, szczególnie w okresie rządów ekipy PO-PSL, pogłębiającego się rozwarstwienia społecznego i przyspieszenia procesów prywatyzacyjnych, co powodowało proces wykluczenia społecznego. Z jednej strony mieliśmy i mamy blask nowej wizji betonowanej Warszawy i nowe, kosztowne zabawki militarne, z drugiej nierozwiązane problemy społeczne na północy Polski i ścianie wschodniej. Niektórzy zapominają, że Polska jest jedna i nadal mocno zróżnicowana.

Trudno dziś dziwić się, że nowe elementy polityki PiS, m.in. poprzez wdrożenie programu 500+ odgrywają tak istotną rolę w zmianach nastawienia opinii publicznej do obozu rządzącego. W roku 2015, podczas wyborów parlamentarnych, doszło do zjawiska przeorientowania poparcia z opcji prywatyzacyjno-inwestycyjnej na opcję socjalną. Pogubiła się wówczas polska lewica, realizująca stosunkowo ograniczony program obrony praw człowieka, obejmujący wyłącznie wybrane grupy obywateli. Lewica dała się ograć populistom, którzy ominęli ją z lewej strony. Dziś istnieje groźba powtórzenia tego błędu.

W centrum wyborczych zainteresowań lewicy powinien być przede wszystkim elektorat pracowniczy oraz grupy, bardzo liczne, wykluczone ze względów socjalnych, czy na przykład cyfrowych. Nowe wdrażane technologie nie mają dziś, co widać, właściwego zaplecza edukacyjnego. Dziś walka wyborcza wcale nie skupi się na tym, kto da więcej, choć i to jest ważne. Zwycięży ten, kto da gwarancje na realizację podstawowych praw pracujących i umocnienie ich godności i podmiotowości obywatelskiej.

Adam Schaff w swej ostatniej książce „Humanizm ekumeniczny” napisanej na początku lat 90., zwracał uwagę na zjawiska będące skutkiem agresywnej polityki neoliberalnej. Przestrzegał słusznie, że zmiany na rynku pracy, będące skutkiem rewolucji technologicznej, powodują rewolucyjne przekształcenia społeczne, wymagające nowej polityki w skali globalnej. Przyjmując, że podstawowym obszarem zainteresowania lewicy są takie wartości, jak sprawiedliwość społeczna i dobro człowieka, namawiał do poszukiwania przez nią sojuszników poza dotychczasowymi obszarami zainteresowań.

Może warto wrócić do tych filozoficznych refleksji w okresie tworzenia strategii wyborczej.

 

Andrzej Ziemski

 

Dziennik Trybuna Nr 149-150 (1603-1604)

  Jesteśmy na FB i YouTube                ,                                      Profil OKW na FB