Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

 Lewica na Ukrainie została zniszczona

 - Jak wygląda obecnie sytuacja ukraińskiej lewicy? W Polsce słyszeliśmy o prześladowaniach  Komunistycznej Partii Ukrainy, którą spotkały zarówno szykany o charakterze prawnym, jak i przemoc fizyczna ze strony skrajnie prawicowych bojówkarzy. Jednak represje ze strony władz objęły także inne ugrupowania lewicowe, w tym także waszą partię.

 -        Gdy na Ukrainie została przyjęta tzw. ustawa o dekomunizacji, KPU została praktycznie zakazana. W wymiarze legalnym działalność partii stała się niemożliwa. Do tego miały miejsce fizyczne napaści bojówek na lokale partii, aresztowania działaczy. Części z nich postawiono zarzuty o terroryzm, niektórym o zdradę ojczyzny. Są to oczywiście represje polityczne. Politycy KPU są najbardziej rozpoznawalni na Ukrainie, ponieważ przez wiele lat byli obecni w Werchownej Radzie, ale wystawieni na uderzenie zostali także działacze innych lewicowych ugrupowań – socjaldemokraci, socjaliści. Bo ustawa o dekomunizacji zakazuje m.in. stosowania symboliki związanej ze Związkiem Radzieckim. A przecież wiele partii stosowało symbolikę sierpa i młota, czerwonej gwiazdy, wiele odwołuje się do doświadczeń ruchu robotniczego w ZSRR itd. To wszystko zostało zakazane. Taka sytuacja dotyczy Partii Socjalistycznej, której również grozi delegalizacja. Ministerstwo sprawiedliwości postawiło socjalistom wiele warunków, które praktycznie są niewykonalne. Formalnie zakazu działalności partii nie ma, ale faktycznie jej działalność jest zablokowana. Nie jest w stanie działać także Partia Socjaldemokratyczna Ukrainy (Zjednoczona), ale to już z innego powodu - jej lider Wiktor Medwedczuk powołał nowe ugrupowanie, które nazywa się Wybór Ukrainy. Ta organizacja zresztą także znajduje się pod ciągłym naciskiem ze strony władz.

 W takiej sytuacji postanowiliśmy dokonać próby zjednoczenia rozbitej w wyniku represji ukraińskiej lewicy na bazie Sojuszu Sił Lewicowych Ukrainy, istniejącej już wcześniej partii. W marcu ubiegłego roku zorganizowaliśmy zjazd z udziałem przedstawicieli rożnych środowisk. Zostałem wybrany przewodniczącym. Już sam zjazd odbywał się pod presją ze strony nacjonalistycznych radykałów. Zostaliśmy uprzedzeni, że skrajnie prawicowi bojówkarze zamierzają rozbić zjazd, może dojść nawet do strzelaniny. Uratowało nas to, że zwróciliśmy się o pomoc do europejskiej lewicy i na zjazd przybyli m.in. deputowani do Bundestagu z Die Linke i do Parlamentu Europejskiego z włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd. Poinformowaliśmy przedstawicieli władz, prezydenta, że na zjazd przybędą europejscy parlamentarzyści. Dzięki temu w ostatniej chwili, gdy bojówkarze już szykowali się do ataku, do hotelu, w którym odbywał się zjazd przybył specnaz. Dwa autokary żołnierzy  uzbrojonych w karabiny, w hełmach i kamizelkach kuloodpornych. Wojskowi otoczyli hotel i radykałowie ustąpili. Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, który najpierw wysłał przeciwko nam tych napastników, zrozumiał, że istnieje groźba międzynarodowego skandalu i kazał im ustąpić, organizując równocześnie ochronę zjazdu.

 Od tego momentu zaczęła się nasza praca. I wystartowaliśmy bardzo aktywnie, na ile to było możliwe w istniejących warunkach. Gdy tylko była taka możliwość, staraliśmy się korzystać z pomocy deputowanych do Parlamentu Europejskiego, bo to była nasza tarcza. Postanowiliśmy zorganizować mój objazd agitacyjny po Ukrainie. Najpierw odwiedziłem Połtawę i był to bardzo udany wyjazd. Następne było Zaporoże i tam już czekał na mnie pododdział pułku „Azow”, który podlega ministrowi Awakowowi. Napadli na mnie, w wyniku czego trafiłem do szpitala. Po wyjściu z niego domagałem się, aby wszczęto postępowanie karne przeciwko napastnikom, ale prokuratura to zignorowała. Odwołałem się do sądu, który nakazał policji zająć się tą sprawą, ale policja odmówiła. „Wy prowokujecie patriotów” - tłumaczyli. Przy czym ten napad na mnie i moich partyjnych kolegów miał miejsce w obecności kamer telewizyjnych, pokazały to wszystkie stacje informacyjne w kraju. W tej sytuacji zwróciłem się o pomoc do naszych europejskich towarzyszy. Zaprosiła mnie na spotkanie Gabriele Zimmer, niemiecka eurodeputowana z grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej. Miałem także spotkania w Bundestagu, występowałem we włoskim parlamencie. W wyniku tych działań europejscy lewicowi parlamentarzyści wystosowali pisma do władz Ukrainy z żądaniem zapewnienia mi bezpieczeństwa działalności politycznej i ukarania winnych napaści.

 -        Ale, jak rozumiem, żadnej reakcji władz ukraińskich to nie wywołało?

 -        Nie wywołało. W tej sytuacji postanowiliśmy zorganizować własne oddziały samoobrony z członków naszej organizacji, ze sportowców. Oczywiście nieuzbrojone. Następny napad miał miejsce w Chersoniu. Był to wściekły atak i mimo że mieliśmy już obstawę, to ledwo udało nam się ujść z życiem, tylko dzięki temu, że mój samochód był opancerzony, bo strzelali po nim. Natomiast wielu spośród miejscowych, którzy przyszli na spotkanie, a było to około dwustu osób, bojówkarze pobili. Przeciągnęli ich przez tzw. korytarz hańby, kazali iść na czworaka, pastwili się nad starszymi często ludźmi. Zdewastowali całe piętro w budynku, gdzie wynajęliśmy salę, powybijali szyby, poniszczyli meble. I to wszystko działo się przy biernej obecności policji. Ostatni napad miał miejsce w obwodzie żytomierskim, gdzie pojechaliśmy odwiedzić wioskę, w której rozpoczął swój rajd po Karpatach sławny ukraiński dowódca partyzancki Sydor Kowpak. Tam już bojówkarze czekali z bronią palną na autokar z naszymi działaczami, powitali go strzałami. Co prawda strzelali tylko w powietrze, na postrach, ale było to zdarzenie, które doprowadziło do zablokowania naszej działalności. Stała się po prostu zbyt niebezpieczna. Uznaliśmy, że zagrożenie jest zbyt wielkie, żeby narażać naszych działaczy i sympatyków.

 

Do tego władze uderzyły w nas środkami administracyjnymi. Zostałem wezwany do urzędu antykorupcyjnego, gdzie zażądano on nas, żebyśmy przeprowadzili audyt wszystkich obwodowych struktur partii. To oznacza, że musimy znaleźć około dwóch milionów hrywien. W dolarach to około siedemdziesiąt pięć tysięcy. Tłumaczyłem, że utrzymujemy się tylko ze składek i nie mamy takich pieniędzy. Przekonywałem, że powinni kontrolować partie parlamentarne, które otrzymują środki z budżetu państwa a nie nas, ale oni się ze mnie tylko śmiali. Ostrzegli, że jeśli nie zrobimy tego, to partię zlikwidują. To była ostatnia próba lewicy na Ukrainie, żeby stworzyć jakiś legalny, działający w przestrzeni prawnej ruch polityczny. Nie ma w tym momencie możliwości jawnej działalności Sojuszu Lewicowych Sił. Lewica na Ukrainie została zniszczona przemocą.

 -        Jakie są przyczyny tej fali represji przeciwko lewicy?

 -        Przyczyny tego tkwią głęboko. Nasze państwo ma charakter ideologiczny. To jest państwo banderowskie. A każdy nacjonalizm, nazizm potrzebuje wroga. I tego wroga znajduje w tych siłach, które reprezentują kierunek internacjonalistyczny i ideę sprawiedliwości społecznej. Takie oblicze ideologiczne państwa ukraińskiego to skutek systematycznej, długotrwałej pracy ideologicznej, ale bezpośrednim czynnikiem, który do tego doprowadził był Euromajdan. Zbrojny zamach stanu, który miał miejsce na Ukrainie w 2014 roku rzeczywiście rozpoczął się jako żywiołowa akcja protestu. Ludzie wyszli na ulice przeciw samowoli Janukowycza, on był znienawidzony. Mnie także zamknął do więzienia z przyczyn politycznych, oskarżając o jakieś wydumane rzeczy. Jednak to nacjonalistyczne, zbrojne bandy stały się czynnikiem rozstrzygającym na Majdanie. I to dzięki temu, że Zachód na nich postawił. Majdan był formą bezpośredniej, brutalnej ingerencji z zewnątrz w wewnętrzne sprawy Ukrainy. W trakcie tych wydarzeń politycy z Polski, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, USA występowali na Majdanie i wzywali do obalenia legalnie wybranego prezydenta. Ja mam z Janukowyczem swoje prywatne porachunki, jak pan zapewne zrozumiał, ale to moja prywatna sprawa. A tu rzecz szła o dobro państwa. Kiedy zostało zawarte porozumienie między Janukowyczem a opozycją o skróceniu jego kadencji, co zagwarantowały kraje Zachodu...

 -        ...w tym Polska...

 -        Tak, Polska również. W tym momencie rozpoczął się zbrojny szturm na obiekty władz państwowych a Zachód umył ręce. A nawet zaczął temu przyklaskiwać. W tym czasie niedaleko Majdanu stał Antymajdan. On nie był taki masowy, ale to byli ludzie, którzy wspierali prawo i porządek, którzy mówili: „Zatrzymajcie się, zastanówcie! Tak nie można! Trzeba przestrzegać demokratycznych procedur, poczekajmy do przyśpieszonych wyborów”. Janukowycza już nikt by nie wybrał. Może pan sobie wyobrazić co by było, gdyby na ten Antymajdan przyjechał na przykład Siergiej Ławrow?

 -        To byłby wielki skandal na cały świat.

 -        I to jest kwestia podwójnych standardów. W efekcie tych wydarzeń ci chłopcy, którzy zbrojnie, poprzez rozlew krwi doprowadzili do zmiany władzy zrozumieli, że w ten sposób można osiągnąć bardzo wiele. Ci ludzie wciąż poruszają się po ulicach miast afiszując się z bronią palną, choć często nie posiadają ku temu żadnego prawa. Podam przykład jak bezkarni czują się prawicowi ekstremiści. W Kijowie na Swiatoszynie jest zakład produkcji wind. On od dawna już nie pracuje, bo zajęli go nacjonalistyczni radykałowie, którzy urządzili tam swoją bazę szkoleniową. Właściciel tego przedsiębiorstwa wygrał 93 sprawy sądowe w sprawie zwrotu obiektów, ale nie jest w stanie tego wyegzekwować, bo siedzą tam ludzie z automatami i się z niego śmieją. W fabryce motocykli w centrum Kijowa znajduje się druga taka baza. I takie ośrodki znajdują się w każdym centrum obwodowym Ukrainy. Tam rekrutuje się bojówkarzy. Później  wyjeżdżają oni do Donbasu, na miesięczny cykl szkolenia w warunkach bojowych i wracają stamtąd już jako inni ludzie. To jest władza radykałów, których dziś boi się nawet Poroszenko. Takich uzbrojonych bojówkarzy jest na Ukrainie około dziesięciu tysięcy, w większości z pułku „Azow” czy „Prawego Sektora”. To niby nie tak dużo, ale te dziesięć tysięcy ludzi trzyma w strachu cały 40-milionowy naród. Pokażę jak to działa. Latem, gdy doszło do kolejnych podwyżek cen na gaz, na usługi komunalne w wielu miastach Ukrainy, np. w Zaporożu, Dniepropietrowsku, ludzie wyszli na uliczne protesty. I rozpędziła ich nie policja, ale właśnie radykałowie. Brutalnie bijąc tych ludzi.

 -        Bo to byli tzw. bytowi separatyści.

 -        Takie jest propagandowe uzasadnienie. A dlaczego w tych warunkach atak skierowany jest przeciwko lewicy? Dlatego, bo lewica stawia na pierwszym miejscu interes prostego człowieka, ideę sprawiedliwości społecznej. Lewica wskazuje palcem na tych wszystkich panów w mercedesach, na prezydenta, którego majątek z każdym rokiem się podwaja, podczas gdy ludzie biednieją.

 -        Przy czym bogaci się m.in. na wojnie w Donbasie.

 -        O tak, wojna to teraz główne źródło dochodów prezydenta Poroszenki i tej kliki, która znajduje się w jego otoczeniu. My, jako lewica, mówimy, że tak nie powinno być. Domagamy się zaprzestania wojny, mówimy o konieczności ponownego uruchomienia fabryk i zakładów produkcyjnych. A do tego konieczny jest rynek zbytu, który znajduje się w Rosji. Niezbędne jest więc unormowanie stosunków z Moskwą, ale to oznaczałoby utratę zysków przez prezydenta i innych oligarchów, którzy rządzą krajem. Dlatego lewica musi zostać zlikwidowana, żeby jej głos nie był obecny w przestrzeni publicznej, żeby nie było komu podjąć się dzieła ocalenia Ukrainy. I udało im się dopiąć swego.

 -        A jakie jest wyjście z tej sytuacji. Widzi pan jakąś szansę?

 -        W tej chwili nie widzę. Niech pan popatrzy, mamy przeciwko sobie dziesięć tysięcy uzbrojonych bojówkarzy, wyszkolonych w strukturach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Bezkarnych.  Jeśli pana ktoś taki ograbi, policja go nie ściga. Bo to patriota. Proszę wyobrazić sobie taką sytuację pańskim kraju. Przecież nie będziemy do nich strzelać. Chcielibyśmy żyć i działać w przestrzeni prawnej, w ramach konstytucji, ale zostaliśmy tego pozbawieni. Ukraina nie jest w stanie samodzielnie rozwiązać tego problemu. Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że możliwe będzie to jedynie w warunkach międzynarodowego consensu. Tylko wówczas, gdy Poroszenko i klika znajdująca się u władzy otrzyma od swoich zagranicznych patronów polecenie ukrócenia bezkarności radykałów, rozwiązania tych nacjonalistycznych batalionów i przywrócenia w państwie praworządności. Być może konieczne byłoby jakieś porozumienie w tej kwestii między USA i Rosją. I nawet pod tymi warunkami powrót do normalności wymagał będzie czasu, bo nie tak łatwo będzie to wyegzekwować. Przez tzw. operację antyterrorystyczną w Donbasie przewinęło się około dwustu tysięcy osób, jedna trzecia z nich wzięła udział w bezpośrednich działaniach wojennych. Spośród nich połowa doświadczyła psychologicznej traumy. To oznacza, że po Ukrainie hasają dziesiątki tysięcy niezrównoważonych psychicznie ludzi po wojennych przejściach. Do tego spustoszenie sieje banderowska propaganda. Spójrzmy na podręczniki historii czy nawet literatury. Skrajny nacjonalista Stepan Bandera przedstawiany jest w nich jako główny bohater narodowy Ukrainy. To podstawa ukraińskiego wychowania obywatelskiego. Moja młodsza córka za dwa lata kończy szkołę, przechodzi przez to wszystko, więc z bliska to widzę. Z kolei mój starszy syn ma 25 lat, więc mogłem obserwować jak ukraińska szkoła stopniowo staczała się w stronę banderyzacji, faszyzacji. A wraz z nią całe społeczeństwo.

 -        W czasach Janukowycza też to postępowało?

 -        Muszę przyznać, że nie. Za Janukowycza ministrem oświaty został Dmytro Tabacznyk, który próbował przywrócić nasze dziedzictwo kulturowe. Dlatego był wściekle atakowany przez nacjonalistów, których wspierały w tym władze USA. Za to, że zwalczał kult Bandery. On doskonale rozumiał co to jest faszyzm, kim był Bandera, czym był ukraiński nazizm i jak tragiczne były skutki tej ideologii.

 -        A jakie widzi pan szanse dla lewicy na Ukrainie, gdyby udało się jakimś sposobem przywrócić w kraju zasady demokracji i praworządności?

 -        W takich warunkach widzę ogromne perspektywy. Wskazują na to choćby doświadczenia naszej krótkiej aktywności w ubiegłym roku. W Chersoniu dopiero co zaczęliśmy działalność, a już udało nam się odnieść sukces w uzupełniających wyborach samorządowych, gdzie uzyskaliśmy 5 proc. głosów. W niektórych rejonach obwodu chersońskiego było to ponad 20 proc., nawet 28 proc. A obwód chersoński jest dość reprezentatywny dla Ukrainy, bo są tam i zwolennicy nacjonalistów, i ludność nastawiona prorosyjsko. Właśnie dlatego, gdy władze zobaczyły, jakie stanowimy zagrożenie, nastąpiło uderzenie w nas.

 -        Promuje pan bardzo ciekawą formułę ideologiczną dla ukraińskiej lewicy – jest pan marksistą, ale mówi o chrześcijańskiej socjaldemokracji. To dosyć oryginalne podejście. Czy w realiach ukraińskich znajduje to odzew w społeczeństwie?

 -        Wychodzę z założenia, że myśl lewicowa w Europie znajduje się w poważnym kryzysie. Europejscy lewicowcy zapomnieli o pewnych fundamentalnych rzeczach. Ze zdumieniem stwierdzam, że zamiast kwestią własności środków produkcji zajmują się obroną osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej. To mnie różni od naszych zachodnioeuropejskich towarzyszy. Rzeczywiście uważam, że marksizm i chrześcijaństwo nie są sprzeczne ze sobą. Marksizm to oczywiście podstawa i marksizm jest wciąż żywy. W Niemczech najlepiej sprzedająca się książką po „Biblii” jest pierwszy tom „Kapitału” Karola Marksa. Cała współczesna myśl ekonomiczna oparta jest na jego odkryciach. Najważniejsze do czego zmierzał Marks to osiągnięcie takiego sposobu produkcji, w którym możliwy będzie sprawiedliwy podział dóbr, wyeliminowana zostanie eksploatacja człowieka pracy. Z drugiej strony człowiek pozbawiony duchowości, wartości moralnych ulega autodestrukcji. Człowiek, który nie ma mocnego oparcia w wartościach chrześcijańskich zawieszony jest w próżni, nie odnajduje sensu życia. Komuniści mieli swój kodeks budowniczego komunizmu. To był w istocie spis tych samych zasad, które sformułował Chrystus w Kazaniu na Górze. Uważam, że lewica powinna rozpatrywać nie tylko kwestie społeczno-ekonomiczne, ale także zwrócić uwagę na kryzys duchowy współczesnego społeczeństwa europejskiego. A już na Ukrainie ten kryzys jest kolosalny. Musimy przywrócić narodom Europy sens życia. W moim rozumieniu głównym celem i zadaniem polityka jest kreowanie i proponowanie ludziom nowych dróg. Z marksizmem i chrześcijaństwem jest jak w geometrii. U Euklidesa proste równoległe biegną obok siebie, a u Łobaczewskiego schodzą się one w nieskończoności. Wydawałoby się, że marksizm i chrześcijaństwo nie schodzą się, ale nie. Te idee podążały osobno w XIX wieku, w XX wieku, ale znaleźliśmy się na etapie, gdy się spotykają.

 -        W kościele rzymsko-katolickim podobne tezy głosi papież Franciszek. Czy jednak nie obawia się pan reakcyjnych tendencji obecnych zarówno w kościele katolickim, jak i w cerkwi prawosławnej?

 -        Osobiście mam bardzo dobre relacje z cerkwią. Miałem zresztą taki epizod w życiu, gdy trzy lata spędziłem w klasztorze. To było jeszcze zanim zacząłem zajmować się polityką. Nawrócenie religijne przeżyłem w okresie służby na okrętach podwodnych, gdy cudem uratowaliśmy się z beznadziejnej sytuacji, gdy okręt szedł na dno a nam wszystkim przed oczami stanęła pewna śmierć. Nie zostałem duchownym dlatego, że mój przewodnik duchowy nie dał mi na to błogosławieństwa. Powiedział mi: „Wasilij, twoim przeznaczeniem jest pozostać w świeckim życiu, wracaj do społeczeństwa”. I ja odnalazłem się w życiu społecznym, odnalazłem się właśnie w socjaldemokracji, w jej chrześcijańskiej formule. Ale nie chcę nikomu czegokolwiek narzucać. Zwracam się tylko do rodziców: „Czy chcecie, żeby wasze dzieci wyrastały bez moralnych korzeni?”. Chrystus dokonał moralnego przełomu w historii. Mówimy o zasadach etycznych, które zaszczepiło w nas dwa tysiące lat chrześcijaństwa i które dowiodły, że tylko człowiek kierujący się nimi może pozostać człowiekiem niezależnie od tego co się wokół niego dzieje. Dlatego powtarzam, że aspekt ekonomiczny to marksizm, socjalizm naukowy, doświadczenie ruchu robotniczego i związkowego, ale to wszystko musi być wsparte o wartości moralne. Zwracam jednak uwagę, że tak naprawdę nie proponuję niczego nowego. Przecież np. w Programie Berlińskim SPD z 1989 roku w preambule jest napisane, że program ten powstał na bazie marksizmu, doświadczeń ruchu robotniczego i wartości chrześcijańskich. Ważne jest jeszcze jedno – do polityki powinna powrócić choćby odrobina uczciwości. Chrześcijańska moralność jednak sprzyja temu, że gdy człowiek stanie wobec pokusy np. korupcyjnej, może się zawahać i odrzucić ją. Jest to jakiś tam hamulec. Co może powstrzymać człowieka posiadającego władzę przed nadużyciami, jeśli nie względy moralne?

 -        Co do hamulców moralnych zgadzam się, ale istnieje jednak również świecka etyka.

 -        Świecka etyka to tylko słaba kopia Kazania na Górze i przykazań Mojżesza.

 -        Na koniec chciałbym zapytać, czy widzi pan jakąś możliwość pomocy dla ukraińskiej lewicy ze strony lewicy w Polsce?

 -        Doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nikt z zewnątrz nam nie pomoże bez fundamentalnych rozstrzygnięć na poziomie międzynarodowej dyplomacji. Mieliśmy wsparcie całej frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej w Parlamencie Europejskim, tak znaczącej partii jak Die Linke, jednak to niewiele pomogło. Co do Polski to nasuwa mi się jednak pewien pomysł, związany z niedawnym wystąpieniem Jarosława Kaczyńskiego, w którym zastrzegł, że banderowska Ukraina nie wejdzie do Europy. Marzyłoby mi się, żeby polscy politycy na tej podstawie zainicjowali powstanie europejskiej koalicji antybanderowskiej, która potępiłaby faszyzujące oblicze ukraińskich władz. Z udziałem np. Die Linke, Zjednoczonej Lewicy Europejskiej - Nordyckiej Zielonej Lewicy, innych lewicowców i socjaldemokratów. Żeby w wyniku międzynarodowych nacisków tę faszyzację powstrzymać na w miarę wczesnym etapie i uleczyć Ukrainę. To byłaby akcja, która mogłaby doprowadzić do przywrócenia na Ukrainie konstytucyjnego porządku. A jeśli rządy prawa powrócą na Ukrainę, to dalej my sobie już sami poradzimy. Bo zapotrzebowanie na ruch sprawiedliwości społecznej, oczekiwanie na uczciwych ludzi w polityce, proponujących uczciwe rozwiązania jest u nas kolosalne.

 Rozmawiał Jacek C. Kamiński

 Monachium, 19.02.2017 r.

 Wasilij Wołga – lider Sojuszu Lewicowych Sił Ukrainy. Ur. w 1968 r., pochodzi z Siewierodoniecka w Donbasie. Z wykształcenia oficer-podwodnik i bankowiec. W latach 1990-90 oficer na okrętach podwodnych Floty Północnej ZSRR i Rosji. W okresie 1993-98 prywatny przedsiębiorca. W latach 2006-07 deputowany do Werchownej Rady Ukrainy z listy Partii Socjalistycznej Ukrainy. Od 2008 r. lider partii Sojusz Lewicowych Sił Ukrainy. W 2009 r. jeden z liderów centrolewicowej koalicji wyborczej z udziałem Komunistycznej Partii Ukrainy, Sojuszu Lewicowych Sił Ukrainy, Socjaldemokratycznej Partii Ukrainy (Zjednoczonej) i partii „Sprawiedliwość”. W 2010 r. został zwierzchnikiem Państwowej Komisji dla Uregulowania Rynku Finansowych Usług Ukrainy. W 2011 r. aresztowany pod zarzutem korupcji, nie przyznał się do stawianych mu zarzutów, uznając je za polityczną prowokację. W 2012 r. skazany na karę 5 lat więzienia.  W grudniu 2014 r., po obaleniu prezydenta Janukowycza, opuścił więzienie na zasadzie zwolnienia warunkowego. Po wyjściu na wolność powrócił do działalności politycznej, stawiając sobie za cel odbudowę rozbitej w wyniku prześladowań politycznych ukraińskiej lewicy. Jest żonaty, ma czworo dzieci. 

  Jesteśmy na FB i YouTube